LUNA
Bliźnięta dwujajowe lub dizygotyczne to dzieci urodzone z ciąży bliźniaczej heterozygotycznej. Przychodzą na świat w wyniku zapłodnienia dwóch komórek jajowych, jednocześnie wyprodukowanych przez jajniki. Mają osobne worki owodniowe oraz łożyska (kosmówki). Ponieważ ich materiał genetyczny jest różny, mogą mieć różną płeć, a ich podobieństwo jest takie samo, jak zwykłego rodzeństwa.
Źródło - Wikipedia
Rzadko korzystam z Wikipedii. Nie zawsze głosi prawdę i nie jest tak dokładna jakbym tego chciała. Ale tym razem nie chciałam was obarczać skrupulatnymi biologicznymi terminami, bo mogłabym was tym obrzydzić albo najzwyczajniej w świecie zanudzić. Dlatego też wybrałam Wikipedię. Mówi w skrócie o tym, o czym chciałam się z wami podzielić na samym wstępie.
Bliźniaki dwujajowe.
To ja i moja siostra Siren.
I tak jak we wspomnianej wcześniej formule, nie można nas pomylić z bliźniakami jednojajowymi.
Jesteśmy tak różne, że w zasadzie ciężko byłoby zgadnąć, że płynie w nas ta sama krew.
Ale na pewno łączy nas jedna rzecz, charakterystyka dla bliźniaków różnego rodzaju.
Potrafimy wyczuć swoją energię. Nawet jeśli nie znajdujemy się w tym samym pomieszczeniu.
Dziwne, prawda?
I czasem nawet trochę przerażające.
Przenieśmy się do roku 2003 kiedy będąc na wakacjach u babci w Alabamie, poczułam dziwne skurcze w żołądku, a mój siedmioletni wtedy umysł zaczął otaczać się negatywną energią. Tak po prostu. Kilka godzin później babcia dostała telefon od mamy, w którym poinformowała że Siren, która była wtedy prawie trzysta kilometrów dalej, w naszym rodzinnym domu, prawie utopiła się w basenie.
Kwiecień 2010 rok. Środek lekcji i moje nagłe wyjście do szkolnej toalety ze względu na objawy duszności.
Nie spodziewając się nadchodzących wydarzeń zastałam tam Siren, którą w tym czasie napadała banda prymusek z wyższej klasy. Jak się potem okazało, jedna z nich była zazdrosna, bo Siren odbiła jej chłopaka.
Co faktycznie było prawdą, ale nie jestem pewna, czy czternastoletnia dziewczynka zasłużyła na wyrwanie garści włosów, czego późniejszym efektem była fryzura ścięta na boba.
Nie muszę chyba mówić, że Marcus z nią zerwał i wrócił z powrotem do sprawczyni tego bestialskiego zachowania.
I w końcu data, która na długo zapadnie mi w pamięć.
24 marzec 2017 rok.
Czwarty semestr studiów i moment kiedy pewny tajemniczy chłopak zaprosił Siren na randkę.
Byłam wtedy wniebowzięta, bo cieszyłam się, że moja siostra bliźniaczka będzie mieć chłopaka NA POWAŻNIE. Było to z góry do przewidzenia, ponieważ była o wiele bardziej towarzyska, odważniejsza i zdecydowanie bardziej kusząca niż ja.
Taka Femme Fatale dzisiejszych czasów.
Tamtego wieczoru siedziałam do późna przy telewizorze, czekając zniecierpliwiona na wieści o przebiegu randki.
I nagle znikąd, zawładnął mną nieprzyjemny dreszcz.
Ale tak bardzo nieprzyjemny, że miałam ochotę zwymiotować.
Nie wiedząc czemu, podeszłam do okna i zobaczyłam Siren.
Randka musiała przejść doskonale bo jej zakończeniem był namiętny pocałunek mojej siostry i… Tak.
Jego.
Tego, do którego wzdychałam od dnia, w którym zobaczyłam go w uniwersyteckiej auli na pierwszych zajęciach z biomedyki.
I ten czar tak po prostu prysł.
Wtedy wiedziałam, że nasza bliźniacza więź nie jest moim wymysłem.
I zdałam sobie sprawę skąd ten nieprzyjemny dreszcz.
Zdażyło się coś niepożądanego i przykrego.
Ewidentnie dla mnie.
Aczkolwiek niekoniecznie dla Siren.
Nie mogłam być na nią zła. Nigdy nie powiedziałam jej o moich skrytych uczuciach do Aspen’a, więc od tego czasu po prostu przyglądałam się jak ich związek z każdym dniem rozkwitał coraz bardziej.
Byłam świadkiem ich wzlotów i upadków.
Ich kłótni, momentów wzruszeń, a także niepożądanym podsłuchiwaczem nocnych igraszek. Co oczywiście nie było zależne ode mnie i naprawdę w takich chwilach miałam ochotę wypalić sobie uszy, a potem wrzucić ich pozostałości do blendera.
I choć każdy kolejny dzień był dla mnie tak samo bolesny, nie mogłam zakłócić szczęścia mojej siostry kosztem mojego.
Nie mogłam być samolubna.
Nigdy nie byłam.
Założona w 1837 roku jako Marthasville, Atlanta jest największym miastem w Georgii, a także stolicą stanu zamieszkiwanego przez ponad 5 milionów ludzi. Atlanta znajduje się w północnej / środkowej Georgii. Jest domem dla ponad 10 firm z listy Fortune 500, w tym nazw takich firm jak The Coca-Cola Company, Delta Airlines, Home Depot i UPS. W rzeczywistości od 2005 r. Obszar metropolitalny Atlanta znalazł się na trzecim miejscu za Nowym Jorkiem i Houston na liście miast z największą siedzibą Fortuny 500.
Źródło - Citytowninfo
Mieszkam w Atlancie od dziecka. Tak samo jak moi rodzice, ich rodzice i ich rodzice. Szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie innego miejsca na ziemi. Atlanta dla swoich mieszkańców jest jak cały świat. Bogate królestwo, w którym można wiele zyskać i jeszcze więcej stracić.
Nie skłamię jeśli powiem, że to miasto bogaczy.
Nie znam chyba nikogo, kto nie posiadałby wspaniałego domu, markowych ubrań i eleganckiego samochodu.
Może poza moją przyjaciółką Brooke, która jeździ starym jeepem, ale to nie dlatego, że nie stać ją na coś lepszego, ale z powodu jej zamiłowania do przedpotopowych marek.
Ale przejdźmy do największych atrakcji naszego miasta, których jest naprawdę sporo.
Nie będę was zanudzać opowieściami o wszystkich zabytkach, teatrach, kinach, muzeach i operach, których przeciętny człowiek nie byłby w stanie odwiedzić przynajmniej w przeciągu kilku tygodni.
Tak… Rozrywka kulturowa kwalifikuje się na bardzo wysoki poziom.
Zamiast tego opowiem o moich ulubionych miejscach.
Na pozycji pierwszej znajduje się Morskie Akwarium, które po raz pierwszy odwiedziłam gdy byłam jeszcze w podstawówce, jako wymóg szkolnej wycieczki.
Od tego czasu przychodzę tam conajmniej raz na dwa tygodnie. Zawsze interesowało mnie życie morskich stworzeń, więc wracanie do tego miejsca to dla mnie pewien sposób odstresowania. Możliwość refleksji i wyciszenia.
I fakt ten chyba plasuje mnie w top trójce najnudniejszych dziewczyn w Atlancie.
Cóż, nie przeszkadza mi to.
Biorąc pod uwagę, że zaraz po morskim świecie moje serce skrada jedzenie, na drugim miejscu stawiam CineBistro. Najlepszą knajpę we wschodniej części miasta według mnie.
Czy mieliście kiedyś okazję spróbować popcornu z krewetkami?
Zapewne nie.
CineBistro serwuje tego typu przekąski więc chyba już nie muszę więcej mówić dlaczego znajduje się tak wysoko na mojej liście.
Poza tym można tu skosztować niesamowite hamburgery i jeszcze lepsze desery, co zdecydowanie wpasuje się w gust każdego głodomora.
Trzecie miejsce - trzy pozycje pod nazwą RELAKS.
A) Szlak BeltLine po którym zawsze wybieram się na przejażdżkę rowerem mogąc przy tym podziwiać licznej ilości ściany pokryte wspaniałym graffiti, wpisujące się w naprawdę wyjątkową sztukę artystyczną
B) Rezerwat przyrody Cascade Springs, gdzie możemy podziwiać masę spektakularnych wodospadów a nawet wybrać się na wspinaczkę skałkową.
Ze względu na mój lęk wysokości nie miałam jeszcze okazji skorzystać z drugiej propozycji.
C) Par Piedmont, inaczej mówiąc „Central Park” w Atlancie. Miejsce dla każdego, na każdą możliwą aktywność, nie ważne czy jest to nauka, relaks, uprawianie sportów czy zwykły piknik.
Ostatnie, czwarte miejsce to zdecydowanie coś dla fanów zakupów. No bo jak już na zakupy to zdecydowanie na Lenox Square.
Nie będę się tu za dużo rozgadywać, bo w zasadzie co ciekawego można powiedzieć o centrum handlowym?
W każdym razie skoro znajduje się na liście, musiałam o nim nabąknąć.
Przynajmniej po krótce.
Definicja kariery:
1a: szybkość w kursie - szczególnie w zwrotach w pełnej karierze.
- Sir Walter Scott
b: PRZEBIEG ZDARZEŃ, KIERUNEK, PLAN
2: dziedzina lub dążenie do stopniowego osiągania sukcesów, szczególnie w życiu publicznym, zawodowym lub biznesowym
3: zawód, dla którego trenujemy i który jest podejmowany jako stałe powołanie
Źródło - MerriamWebster
W Atlancie najważniejsza jest edukacja, dlatego wszyscy marzą o tym, aby wybrać się do Emory University. Wysoko ocenianego prywatnego uniwersytetu, który liczy ponad sześć tysięcy studentów z różnych części świata. Największa ilość studentów pochodzi jednak z samego serca Atlanty. Renomą uczelni jest różnorodność kierunków oraz wysoka zdawalność egzaminów. Co za tym idzie? Kolejne szerokie pokolenie młodych, ambitnych ludzi, którzy zastąpią swoich rodziców i dalej będą kontynuować tradycję wzbogacania się rodziny i wspinania na coraz to wyższy szczebel pozycji społecznej. No i warto wspomnieć o tym, że rekrutacja na Emory to nie lada wyzwanie. Tylko najzdolniejsi i najbardziej aktywni uczniowie mają przyjemność dołączyć do elity. Nagrodą za dobre wyniki i ukończenie szkoły z wyróżnieniem jest wynagrodzenie w wysokości pięćdziesięciu trzech tysięcy dolarów.
To zapewne główny powód wysokiego stopnia natężenia kujonów zagnieżdżających się w calusieńkim mieście.
Ale nie mogę się wypowiadać na ten temat.
W końcu sama należę do tego grona.
Studiując medycynę nauczyłam się kilku rzeczy.
Po pierwsze - jeśli cię to nie interesuje ani nie sprawia jakiekolwiek satysfakcji czy przyjemności - czas zrezygnować.
Cieszy mnie fakt, że tylko najlepsi uczniowie są w stanie ukończyć ten kierunek. Emory nie może sobie pozwolić na wypuszczanie przeciętnych studentów z tak ważnego zakresu nauki jakim jest medycyna.
W końcu nie można być PRZECIĘTNYM lekarzem.
Trzeba być WYBITNYM lekarzem.
Wbrew wszystkim stereotypom o studiowaniu medycyny, o braku czasu i poświęcaniu całej energii na naukę, ja postrzegam to w kompletnie inny sposób.
Tak - jest ciężko.
I tak - nauki jest cała masa.
Ale mam też sporo wolnego czasu. Mogę uprawiać sport, znajduję czas na przeróżne rozrywki, a nawet imprezy.
Cóż, na te trzecie może mniej, zważywszy, że żadne ze mnie imprezowe zwierzę.
Najgorszy był pierwszy rok, kiedy przeskok z liceum był tak duży, że czasami musiałam się uczyć nawet stu stron z podręcznika na pamięć.
Na szczęście w porównaniu do Siren, która studiuje architekturę i jej dominującą stroną jest prawa półkula mózgu odpowiadająca za intuicję, kreatywność i część artystyczną; u mnie to lewa półkula pracuje zdecydowanie aktywniej.
Dlatego mam wrodzą dobrą pamięć, myślenie logiczne, analizowane różnych spraw, a także wzmocniony zmysł dotyku i zdolności ścisłe.
Podsumowując:
1.Bliźnięta dwujajowe nie są do siebie zbyt podobne pod względem wyglądu czy charakteru, ale na pewno łączy ich nadprzyrodzona siła przewidywania stanów emocjonalnych tej drugiej.
2.Atlanta to piękne miasto pełne bogatych snobów, którzy na pierwszym miejscu stawiają karierę i pieniądze, ale rekompensują to wszystkie miejsca znajdujące się na mojej liście TOP MIEJSCA W ATLANCIE.
3.Wszyscy są kujonami, którzy przy okazji znajdują czas na ostre imprezy oraz wszelkiego rodzaju aktywność co jest dość zdumiewające.
A medycyna jest bardzo cool.
Zważywszy, że trochę się napociłam, żeby opowiedzieć wam o wszystkich sprawach dotyczących mojego życia, miasta oraz spraw edukacyjnych, pozwólcie, że przejdę do codzienności.
Poniedziałek 3 wrzesień 2019 rok, godzina 7:30.
Mam ochotę na tosty z szynką i kiszonym ogórkiem, ale znając życie na dole czeka na mnie owsianka z malinami i bananem.
Nie, żebym gardziła owsianką. Jest całkiem smaczna.
Ale mama przygotowuje ją pięć razy w tygodniu, od czasu do czasu zmieniając repertuar owoców.
Na przykład wczoraj była owsianka z borówkami i brzoskwinią.
Ja zdecydowanie wolę tą pierwszą więc w zasadzie mogłabym powiedzieć, że to dobry dzień, prawda?
Schodząc na dół mijam moją siostrę. Jest jeszcze w piżamie, co oznacza, że zjadła już śniadanie i idzie się przygotować na uczelnie.
Zawsze robimy wszystko na odwrót.
Jak na przykład poranne czynności.
Ja najpierw się szykuję i dopiero na samym końcu jem śniadanie, a ona najpierw je śniadanie, a potem się szykuje.
I takich przypadków mogłabym wymieniać jeszcze naprawdę sporo.
Nie przeszkadza mi to jednak. Przynajmniej nie musimy narzekać na poranne kłótnie przed uczelnią, kiedy jedna wejdzie drugiej przypadkowo w drogę.
-Owsianka z malinami? - pytam, choć jestem w dziewięćdziesięciu siedmiu procentach pewna twierdzącej odpowiedzi.
-Yhym. - potwierdza. - Do tego szaleństwa dorzuciła koktajl z jarmużem i ogórkiem.
-Yummy. - odpowiadam pół żartem, pół serio.
Moja mama jest lekarzem, co kwalifikuje ją do grona osób, które cenią sobie zdrowy tryb życia.
Nie powiem, ja też preferuję zdrowe odżywianie, ale owsianka jak i cała masa zielonych warzyw niekoniecznie należą do moich ulubieńców.
A na pewno nie spożywanych każdego bożego dnia.
Nie dajmy się zwariować, mam rację?
-Dzień dobry. - siadam przy stole, wpatrując się w to uroczo wyglądające śniadanie.
Gdybym była influencerką albo gwiazdą instagram’a na pewno miałabym wielu obserwatorów, dodając codziennie zdjęcia tego typu posiłków.
Można by powiedzieć, że byłabym healthy freak’iem, który zachęca ludzi do zmiany swojego życia na lepsze.
Ale nigdy nie wpadłam na ten pomysł.
Zamiast tego na moim instagramowym koncie można znaleźć kilkadziesiąt zdjęć krajobrazów, psów, moich przyjaciół, mojej siostry i dosłownie kilka pozycji na których widać moją twarz.
Nic wielkiego.
Nie lubię się fotografować.
Dlatego żaden ze mnie influencer.
-Dziś na śniadanie owsianka!
-Tak… Widzę.
-Musisz nabrać siły na nadchodzący dzień. Twoja siostra wypiła tylko koktajl. Jest zbyt chuda. Nie wiem jak mam do niej dotrzeć.
-Cóż. Może nie przepada za owsiankami? - pytam ostrożnie, nie starając się zrobić mamie przykrości. Nie chcę zostać źle odebrana, bo pomimo, że czasem zapodaje nam na śniadanie tak zwany „shit” to doceniam jej starania i wiem, że chce dobrze.
-Może. - wzrusza ramionami. - Jak się spało? - mama podchodzi do mnie od tyłu, całując mnie w głowie. Przez kilka kolejnych sekund bawi się moimi włosami.
Robi to każdego poranka.
Dosłownie - każdego.
-W porządku. Na razie jest w miarę spokojnie.
Czwarty rok akademicki zaczął się pod koniec sierpnia, co oznacza, że w najbliższym czasie nie czeka mnie zbyt wiele nauki oraz zarwanych nocy, czym jestem naprawdę zachwycona.
Prawdziwa przejażdżka rollercoasterem powinna nadejść dopiero w połowie miesiąca.
Czyli mam jeszcze jakieś dwa tygodnie laby.
-Myślałaś już gdzie będziesz odbywać praktyki? - pyta, zerkając przelotnie na tatę, który czytając poranną gazetę, nie wydaje się być wdrożony w naszą rozmowę.
Różnica pomiędzy moimi rodzicami jest taka, że mama bardzo chce uczestniczyć w naszym życiu, natomiast tata daje nam pełną swobodę. No i to zawsze ja byłam córeczką mamusi, a Siren córeczką tatusia.
Oczywiście nie podlega dyskusji fakt, że któraś z nas mogłaby mieć gorsze kontakty z drugim rodzicem.
Po prostu ja zawsze dogadywałam się lepiej z mamą, a Siren z tatą.
Ja zawsze chciałam ratować świat, zupełnie jak mama, natomiast Siren interesowała się rzeczami, które pasjonują tatę.
W każdym razie, jeśli chodzi o życie zawodowe czy naukę, w moim przypadku to mama pełni dość dużą rolę.
I w zasadzie jestem jej za to wdzięczna, bo przynajmniej siedemdziesiąt procent faktów lekarskich nauczyłam się właśnie od niej.
-Raczej w Northside. - odpowiadam po namyśle.
-Dobry wybór. - komentuje tata, zapewne nieco przy tym złoszcząc mamę.
Ona jest pediatrą w jednych z najlepszych szpitali dla dzieci w Atlancie.
Zależało jej na tym, abym właśnie tam poszła na praktyki.
Z początku myślałam, że to świetny pomysł, ale po głębszym przemyśleniu postanowiłam nie mieszać mamy w każdą możliwą decyzję, którą podejmę na studiach.
To będzie zdecydowanie lepsze wyjście dla nas obu.
-Jak chcesz. - wzdycha. - Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić zdanie.
Kiwam głową, kiedy słyszę ten charakterystyczny warkot silnika czarnego chevroleta.
-Dzień dobry Pani Gavin. Panie Gavin. Luna. - stałe powitanie Aspen’a dociera do moich uszu. Już każdy z nas zdążył się przyzwyczaić, że w poniedziałki, środy i czwartki jest u nas stałym gościem bo zajęcia Siren oraz nasze zaczynają się w tym samym czasie.
Tak.
Nasze zajęcia.
Aspen studiuje medycynę.
Jesteśmy razem na roku.
W tej samej grupie zajęciowej.
Czy to nie zabawne?
Nie.
Nie zabawne.
-Witaj Aspen. Co słychać u twoich rodziców? - pyta mama, swoim sympatycznym tonem.
-Świetnie. Planują państwa odwiedzić w najbliższym czasie.
-Wspaniale! Przekaż mamie, że czekam na telefon.
-Oczywiście. - potakuje z uśmiechem.
Ależ z nas zgrana ekipa, co nie?
Brakuje tylko…
-Hej!
Siren.
-Hej. - Aspen całuje moją siostrę w policzek, zgrywając przykładnego chłopaka i zięcia.
Chyba nie zdaje sobie sprawy, że moi rodzice zapewne nie raz byli świadkami ich nocnych wojaży.
Bo szczerze wątpię, że skoro ja to słyszałam to im to umknęło.
Przecież nie mam jakoś nadzwyczajnie wytężonego słuchu.
Chyba…
-Bądź ostrożna z tymi owsiankami. Ostatnio ci się po nich odbijało. - Siren patrzy na mnie z uśmieszkiem, wcinając jabłko. Nie wiem czy znów jest na diecie, ale ostatnio jej humory doprowadzają mnie do białej gorączki.
Więc tak. Pewnie jest na diecie.
A jej komentarze są conajmniej zbędne.
-A wiedziałaś, że jabłka działają przeczyszczająco? - pytam, z równie figlarnym uśmiechem. - Na twoim miejscu nie wychodziłabym z domu zanim… - spoglądam na toaletę. - No wiesz…
Wywraca oczami, pokazując mi tym samym, że ja gadam głupoty a jej riposty są bezceremonialnie nie do przebicia.
Kocham moją siostrę i wiem, że zawsze mogę do niej przyjść z każdym problemem.
Po prostu czasem zdarza jej się za bardzo gwiazdorzyć i bywa straszną suką.
I wszyscy zebrani w kuchni wiedzą to nie od dzisiaj.
-Powinniśmy się zbierać. - mija Aspen’a, kierując się do wyjścia.
-Podrzucić się? - pyta mnie szatyn. Przez moment mam ochotę krzyknąć: Tak, proszę! Ale na tę chwilę nie mam ochoty na bliższą konfrontację z Siren, a podwiezienie mnie przez Aspena powodowałoby, że musiałybyśmy oddychać tym samym powietrzem mieszczącym się w jego ślicznym, obrzydliwie drogim suvie.
-Nie, dzięki. - odpowiadam krótko. - Brooke mnie zgranie.
-Okej. - odpowiada krótko. - Do widzenia państwu.
I odchodzi.
Zostawiając mnie z wciąż zaczytanym tatą i współczującym wzrokiem mamy.
Cóż, pomimo, że Siren nie ma pojęcia o tym, że po cichu wzdycham do jej chłopaka, to jednak na tym świecie są dwie osoby, które mają zaszczyt o tym wiedzieć.
Albo inaczej.
Osoby, którym nie musiałam nawet o tym mówić.
Pierwszą z nich jest właśnie mama, która dostrzegła to już na naszej pierwszej wspólnej kolacji, kiedy to Siren postanowiła zapoznać swojego już oficjalnie wtedy chłopaka z naszymi rodzicami.
Pamiętam jak dzisiaj, kiedy moja rodzicielka wzięła mnie na rozmowę i zapytała wprost, czy Aspen mi się podoba.
Nie miałam pojęcia skąd to pytanie..
W końcu nie zrobiłam wtedy nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób nasunąć jej tego typu podejrzenia.
Okazało się, że nie musiałam nic robić.
Moje spojrzenie mówiło wszystko.
Od tego czasu staram się nie patrzeć na Aspen’a w ogóle, a jeśli już patrzę to dosłownie przez kilka sekund, spuszczając po tym wzrok w zupełnie innym kierunku. Zapewne ma mnie przez to za szajbuskę, ale lepsze to, niż żeby dowiedział się jaka naprawdę jest rzeczywistość.
Trąbienie wybudza mnie z rozmyśleń.
-Na mnie też już czas. - odzywam się, żegnając się szybko z rodzicami. Chyba już dość niekomfortowych sytuacji jak na jeden poranek.
-W samą porę! - wskakuję do jeepa Brooke, zadowolona, że ją widzę.
Obraz jej twarzy z rana sprawia, że dzień jakoś staje się lepszy, a wszystkie moje obawy i problemy opuszczają moje ciało w mgnieniu oka.
-No tak. Mamy poniedziałek. - główkuje. - Książę z bajki przyjeżdża na swoim czarnym rumaku po królową.
-Co najwyżej księżniczkę. I to na diecie. - prostuję.
-Tak właśnie przeczuwałam, że ostatnio jej się jakoś zmniejszył tyłek.
Śmieję się.
-Masz dobre oko. - przyznaję.
-Muszę. W końcu patrzysz na przyszłego okulistę i strabologa w jednym.
-Obiecaj, że jeśli kiedykolwiek dostanę zeza na wpatrywanie się w niewłaściwych facetów, ty będziesz tą, która mnie wyleczy.
-Obiecuję. A zaraz po tym wezmę się za twoją siostrę, która jakimś cudem nie dostrzega, że jej bliźniaczka leci na jej faceta.
Tak.
Chyba już wiecie kim jest ta druga osoba, która wie o moim sekrecie.
-Może powinnam się też wziąć za Aspen’a? - pyta chyba samą siebie. - On chyba też ma problemy ze wzrokiem. - nastaje chwila ciszy. - Nie… On się nadaję do psychiatry.
-Przestań. - chichoczę. - Będziemy się smażyć w piekle za to, że ich tak obgadujemy.
-Nie obgadujemy tylko debatujemy. Tak zwana kontraargumentacja.
Potrząsam głową, będąc jak zwykle pod wrażeniem elokwencji Brooke. Uwielbia używać wyszukanych słów i często zbija mnie tym z tropu.
Przynajmniej przez czterdzieści procent czasu, który z nią spędzam, tak naprawdę nie wiem o co jej do końca chodzi.
Ale to nic, bo pomimo tego, doskonale się rozumiemy.
Może właśnie dzięki temu.
-Mam w schowku żelki. - zmienia temat, sugerując, żebym po nie sięgnęła. - Zacznijmy ten dzień z pompą.
-Gdzie byłaś piętnaście minut temu, kiedy napychałam się owsianką?
-Jestem zapracowaną kobietą. Nie mam czasu na ratowanie całego świata. - wzrusza ramionami.
-Cóż. Przynajmniej mi to rekompensujesz. - uśmiecham się w jej kierunku, biorąc do buzi żelkę.
-O tak…
-O tak…
**********************

JEST PRZEKOZACKO!!!! <3
OdpowiedzUsuń