piątek, 1 lutego 2019

Episode 2.




SIREN


Przyjaźń
1. rzeczownik zmienny
związek pomiędzy dwojgiem lub większą ilością osób nazywanych - przyjaciółmi
Udzielanie porad, gdy nie jest to wymagane, jest najszybszym sposobem na zakończenie dobrej przyjaźni.
2. rzeczownik niepoliczalny
Używasz przyjaźni, aby w ogólny sposób odnosić się do stanu bycia przyjaciółmi lub uczuć, które mają dla siebie nawzajem przyjaciele.
3. rzeczownik w liczbie pojedynczej
Jeśli masz czyjąś przyjaźń, jesteś twoim przyjacielem.
4. Zmienna rzeczownik
Przyjaźń to związek między dwoma jednostkami, w którym pomagają sobie nawzajem i wspierają się nawzajem.
Synonimy: życzliwość, uczucia, harmonia, życzliwość
Źródło - Collinsdictionary

Środa, 6 wrzesień 2019 rok, godzina 11:45

Pardon, marci, bonjour, au revoir, putain.
Jedyne słowa, które znam w języku francuskim, przy czym pierwsze cztery, to najczęściej używane frazy grzecznościowe.
Ostatnie to największe przekleństwo w języku francuskim, a znam je tylko dlatego, ponieważ Portia powtarza je jakieś trzydzieści tysięcy razy na dzień.
Nigdy nie słyszałam, żeby przeklinała w swoim języku.
Wydaję mi się, że nawet zbytnio nie przepada za angielskim.
Czasami zastanawiam się, czy zaczyna już myśleć po francusku.
Nigdy jej o to nie zapytałam, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że to podniosłoby jej ego o jakieś dwa kolejne poziomy, a nie jest to nikomu potrzebne.
Wszyscy wiemy, że jest już ono zdecydowanie za wysoko.
Portia jest moją przyjaciółką praktycznie od zawsze. Od urodzenia mieszkałyśmy dosłownie na przeciwko siebie. I tak było przez kolejne osiemnaście lat, kiedy rodzice Portii postanowili kupić jej nowoczesny apartament w centrum miasta.
Oczywiście Portia była zachwycona tym prezentem, więc bez zbędnych sentymentów przeprowadziła się do niego już na drugi dzień.
Szczerze powiedziawszy, nie byłam zdziwiona tą reakcją.
Zapewne sama postąpiłabym tak samo.
Choć nie mogłabym przeprowadzić się sama.
Musiałabym wziąć ze sobą przynajmniej moją siostrę. 
Nie jestem przyzwyczajona do samotności, więc jestem w stu procentach pewna, że bardzo by mi ona doskwierała gdybym faktycznie mieszkała sama.
Portia jest jedynaczką, więc w zasadzie nie cierpi na ten syndrom, jednakże podziwiam ją, że postanowiła się zdecydować na taki krok.
Zważywszy, że przez tyle lat traktowała mnie i Lunę jak własne siostry.
Cóż, w zasadzie bardziej mnie traktowała jak siostrę.
Luna zawsze od niej trochę odstawała.
Nie była tak samolubna, tak zuchwała i tak narcystyczna jak Portia.
Ja w zasadzie też nigdy taka nie byłam.
Ale lubiłam towarzystwo Portii i starałam się zaakceptować jej nieco egocentryczną osobowość.
Czasami mam wrażenie, że tylko ja potrafię ją zrozumieć.
I tylko ja potrafię dać jej zasłużoną reprymendę, którą ta przyjmuje do serca bez zbędnych komentarzy.
Może to dlatego, że ludzie, którzy znają Portię dzielą się na cztery grup:
1.Tacy, którzy ją podziwiają
2.Tacy, którzy jej nienawidzą
3.Tacy, którzy się jej boją
4.Tacy, którym jest zupełnie obojętna (choć to zdecydowana mniejszość)
I szczerze powiedziawszy sama nie wiem, w której z tej grup jest najwięcej osobników, ale ja nie należę do żadnej z nich.
I pewnie dlatego jestem dla niej kimś wyjątkowym, od kogo zawsze mogła dostać wsparcie.
Cieszy mnie fakt, że to docenia, ponieważ przyjaźń z nią nie jest najłatwiejszą rzeczą na świecie, ale uznajmy, że potrafimy się porozumieć.
Przynajmniej na tyle, ile jesteśmy na to zdolne.
-Złote balony, czarne pióra, mężczyźni ziejący ogniem w cętkowanym body i dużo, dużo chardonnay. Oczywiście mówię o tym, za dwa tysiące dolarów od butelki…Mère de dieu, słuchasz mnie?
Pstryka mi palcami przed oczami i dopiero teraz zwraca moją uwagę.
Temat jej dwudziestych trzecich urodzin jest wałkowany od początku roku akademickiego, czyli dokładnie od dziewiętnastu dni.
Dlatego po pierwszych trzech dobach najzwyczajniej w świecie przestałam jej słuchać. Myślałam jednak, że jej plany skończą się przynajmniej po tygodniu.
Niestety się myliłam.
-Mam być szczera czy miła? - pytam, i tym samym pokazuję niesamowitą łaskę.
Portia nigdy nie zadaje tego pytania.
Zawsze jest tylko szczera.
-Miła. - odpowiada.
-Świetny pomysł! 
Wywraca oczami, gdy zatrzymujemy się przy mojej szafce.
-Wiem, że dużo o tym mówię ale jestem podekscytowana. To będzie najlepsza impreza w historii tej uczelni. - mówi z oczywistością. - Co ja mówię? W historii całej Atlanty! - uśmiecha się. - Jesteś zaproszony, ty też, ty… nie konieczne. Jesteś zaproszony… - rozdaje koperty z zaproszeniami mijającym nam studentom, ale oczywiście tylko takim, którzy wyglądają na godnych tejże wspaniałej imprezy.
-Czemu jeszcze nie dostałem zaproszenia? - widzę przed sobą uśmiech Lucas’a, a po kolejnej sekundzie czuję jak silne ramiona obejmują moją talię.
-Hej. - szepcze mi do ucha Aspen. 
-Hej. - uśmiecham się do niego, po chwili znów kierując wzrok na na blondyna i Portię. 
Gdybym razem z siostrą brała udział w wyborach na NAJWIĘKSZE PODOBIEŃSTWO BLIŹNIAKÓW DWUJAJOWYCH, a naszymi przeciwnikami byliby Portia i Lucas, którzy wcale nie są rodzeństwem, jestem pewna w stu dwudziestu procentach, że i tak by wygrali.
Oboje mają niezliczoną ilość pieniędzy, swoje własne apartamenty, niesamowity styl i cóż… Urządzają najlepsze imprezy na uniwerku.
I choć są nawet do siebie trochę podobni charakterem, to jednak Luke ma w sobie stanowczo więcej pokory niż Portia.
No i jest zdecydowanie bardziej sympatyczny.
-Ponieważ moi specjalni goście dostają specjalne zaproszenia, które jeszcze nie są wydrukowane. - patrzy na niego zalotnym wzrokiem, który tak naprawdę nic już nie znaczy.
Te dwójkę łączyło coś na drugim roku studiów, ale są to dawne dzieje, o których każdy już chyba zapomniał.
Każdy oprócz mnie.
Bo na moje nieszczęście Portia uwielbia czasem wspomnieć o swoich seksualnych podbojach i kiedy już zaczyna o nich rozmowę, Lucas znajduje się w rankingu trzech najlepszych.
Jak mniemam musi na to zasługiwać.
-Aspen… - przyjaciółka zerka na mojego chłopaka. - Zaproszenie dla ciebie. - uśmiecha się do niego sztucznie, wręczając mu jedną z czarnych kopert, które wręcza wszystkim „niespecjalnym” gościom.
Nie sądzę jednak, żeby Aspen brał to do siebie.
Jestem pewna, że nawet nie miał pojęcia, że takowa impreza ma się w ogóle zamiar odbyć.
-Ym. Dzięki. - odpowiada krótko.
-Mam nadzieję, że nie czujesz do mnie urazy, że znalazłeś się na czarnej liście, a nie złotej.
Czarna i złota lista.
Mogłam się tego spodziewać.
Złote balony, czarne pióra…
-Szczerze powiedziawszy, mam to gdzieś. - odpowiada jej jak zwykle oschle.
Chyba nie muszę mówić, że Aspen jeśli chodzi o uczucia w stosunku do Portii, znajduje się w grupie drugiej. 
Ta dwójka naprawdę się nienawidzi, a ja nawet do końca nie wiem co jest tego powodem.
W każdym razie nie jest to dla mnie wygodne, zważywszy że jedno z nich jest moim najlepszym przyjacielem, a drugie chłopakiem.
-Coś mnie ominęło? - Savannah podbiega do nas nieco zziajana, wdrażając się w rozmowę.
-Sporo. - odpowiada Portia.
-Jak ci poszło? - pytam głodna wiedzy, ponieważ jako jedyna z nas miała bardzo ważny egzamin, który ma ją kwalifikować do wybranej specjalizacji dotyczącej weterynarii. Jako swój cel wybrała sobie chirurgię weterynaryjną czyli jedną z najbardziej skomplikowanych dziedzin w zakresie nauk tego kierunku.
-Myślę, że się uda. Odpowiedziałam na każde pytanie bez zastanowienia. - mówi podekscytowana, więc mocno podzielam jej entuzjazm.
W przeciwieństwie do Portii, która znów wywraca oczami, zapewne zniesmaczona tym, że pojawił się inny temat, który koliduje z tematem jej urodzin.
-Świetnie, świetnie. Twoją nagrodą za zdanie egzaminu będzie złote zaproszenie specjalnie ode mnie. - Portia cmoka w kierunku Savanny, na co ta chichocze.
Savannah nie zna Portii tak dobrze jak ja.
Uważa, że Portia, w niektórych sytuacjach stara się być zabawna, a jest po prostu suką.
Zupełnie nie bierze na poważnie jej humorków i ociekającego samolubstwa.
Cóż, wydaje mi się, że to wyjdzie jej na lepsze.
Jakby miała się przejmować wszystkim, co robi Portia, przypuszczalnie nie byłaby już naszą przyjaciółką.
Savanne poznałam na pierwszym semestrze studiów, gdy przed budynkiem zobaczyłam jak „rozmawia” z bezpańskim psem.
Szczerze mnie to wzruszyło, bo wokół haremu tych snobistycznych osobników znalazła się jedna, którą przejmuje czyjś los.
Postanowiłam razem z nią zająć się psiną, ponieważ nie potrafiłam zostawić jej z tym samej.
W efekcie końcowym każda ze stron dostała coś cennego.
Pies - nowy dom.
My - nową przyjaźń.
-Zapytałam go czy poda mi skalpel czy boi się o swoje życie i spojrzał na mnie takim wzrokiem, jakbym przypominała ducha jego babci. - słyszę dźwięczny śmiech mojej siostry i walijski akcent Brooke, które wraz z Logan’em przypadkiem pojawiają się obok nas.
-Oh, jesteśmy tak popularną grupą, że każdy pragnie się do nas dołączyć - zauważa Portia, klaszcząc nieczule w dłonie.
-Właściwie… - odzywa się moja siostra. - Chcę się dostać do mojej szafki. 
-Oh. Nie ważne. - odpowiada jej moja przyjaciółka, odsuwając się za namową Luny. - Cóż, skoro już tu jesteście, wręczę wam zaproszenia. - wyciąga ze swojej torebki trzy kolejne, czarne koperty, wręczając je każdemu z nich.
-O, mój, boże. - zaczyna dramatycznie Brooke. - Dostałam zaproszenie na urodziny Portii Rossdale. To chyba najszczęśliwszy dzień mojego życia! 
Te słowa wywołują śmiech u Aspen’a więc zwracam mu za to uwagę.
Portia jest jaka jest, ale jednak nie zasługuje na tego typu odzywki.
Nie, jeśli daje komuś zaproszenie na swoje urodziny, choć wcale nie musi tego robić.
I choć darzę Brooke ogromną sympatią, to jednak często nie popieram jej zachowań, które czasami jak na mój gust po prostu nie posiadają w sobie klasy ani żadnej skruchy.
Choć na dobrą sprawę Portia wcale nie jest lepsza od niej.
Może dlatego te dwie również za sobą zbytnio nie przepadają.
Są tak samo szczere, prostolinijne, a czasami nawet kompletnie bezlitosne.
Trochę dziwię się, że ja i Luna zadajemy się z takimi samymi charakterami w dwóch ciałach.
Ale może to znak, że takie właśnie osoby potrzebują takich jak my.
-Nie musisz przychodzić jeśli nie chcesz. - komentuje Portia, jakby słowa Brooke nie zrobiły na niej większego wrażenia.
-Oh! - dziewczyna obejmuje ją ramieniem. - Nie mogłabym tego przegapić!
-Obowiązują jakieś specjalne stroje? - pyta tym razem Logan.
-Tak. - odpowiada szatynka. - Wszystkie, tylko nie twoje. 
Blondyn kiwa głową, nie biorąc sobie do serca słów Portii.
Chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, że byłby to nie warty zachodu błąd.
-Świetnie. - podsumowuję. - Skoro każdy jest już zadowolony i zna wszystkie detale, mogę was opuścić i lecieć na zajęcia.
-Tak. - zgadza się ze mną Ashton. - My też musimy lecieć. - spoziera przelotnie na moją siostrę, która zamykając swoją szafkę i zaczyna się oddalać wraz z Brooke i Logan’em. - Do zobaczenia później. - żegna się ze mną i dołącza do tamtej trójki.
-Czekam na to zaproszenie! - Lucas puszcza oczko w stronę Portii, oddalając się w swoim własnym kierunku.
-Złapię was później. - Savannah dotyka przyjacielsko mojego ramienia przed swoim odejściem.
I ja również kiwam głową w stronę Portii, podążając już w pojedynkę na drugie piętro, w kierunku pokoju numer 234.
Mojego ulubionego pomieszczenia na uniwersytecie.
Wpatruję się w pozłacany napis, który widnieje na drewnianych drzwiach.
Dusty Rode.
Czas zacząć lekcję.

************************************

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz