LUNA
Stosunek płciowy
1.rzeczownik niepoliczalny
współżycie seksualne jest fizycznym aktem płci między dwojgiem ludzi.
2.rzeczownik
czynność wykonywaną dla prokreacji lub dla przyjemności;
suma cech strukturalnych, funkcjonalnych i behawioralnych organizmów biorących udział w rozmnażaniu naznaczonych związkiem gamet i odróżniających samce i samice
3.synonimy: kopulacja, seks [nieformalny], stosunek płciowy, stosunek seksualny
4.przykłady:
seks pozamałżeński / przedmałżeński
przypadkowy seks (= seks z kimś, kogo nie znasz)
seks bez zabezpieczenia (= seks bez użycia czegoś w celu zapobiegania chorobie lub zajścia w ciążę)
Źródło - Dictionarycambridge , Collindictionary
Piątek, 8 wrzesień 2019 rok, godzina 14:23
To prawda, że nigdy nie uprawiałam seksu. Żadnego z powyżej wymienionych. Nie jest to w zasadzie żadną tajemnicą. Nie wstydzę się tego.
Co prawda nie odważyłabym się o tym mówić każdej osobie, którą napotkam, ale staram się nie grać kogoś, kim nie jestem.
A kim jestem?
Cóż… Mało doświadczoną dwudziestodwulatką, która nie spotkała na swojej drodze nikogo specjalnego, z kim łączyło by ją jakieś płomienne uczucie czy żarliwy pociąg fizyczny.
Przynajmniej nie z wzajemnością.
Nigdy nie miałam swojego ideału albo specjalnego typu mężczyzny.
Czasami podobali mi się słodkie kujony, czasami niegrzeczne przystojniaki, a najczęściej pospolici chłopcy.
Zazwyczaj jednak działo się tak, że kiedy zaczynałam z nimi rozmowę i miałam okazję posłuchać co mają mi do powiedzenia, w większości przypadków czar pryskał. Ich wygląd momentalnie nie miał żadnego znaczenia zważywszy, że przeważnie gadali głupoty, których nie miałam ochoty słuchać.
Jednakże związek nie polega na wpatrywaniu się w siebie nawzajem.
Niestety.
Polega głównie na rozmowie i konsultacji, dlatego wszelkie niezgodności w charakterach lub kompletnie odległe światopoglądy nie mają prawa bytu.
Może to ze mną jest coś nie tak? - często zadaję sobie pytanie.
Może i tak.
Ale to nie zmieni faktu, że miałam jednak okazję poznać jednego faceta, którego nie tylko wygląd działał na mnie bardzo intensywnie, ale także charakter. Postawa…
Lubiłam jego opowieści, poczucie humoru, niewyparzony język odpowiedni do sytuacji, a także piękny umysł.
Najbardziej jednak imponowała mi jego szeroka wiedza, otwarta nie tylko na zakres medycyny, ale aspektów różnego rodzaju.
I nie wiem dlaczego mówię o tym w czasie przeszłym.
W końcu wciąż mi się podoba.
Wszystko mi się w nim podoba.
To zapewne dlatego od trzech lat nie wyobrażam sobie nikogo innego na miejscu osoby, z którą mogłoby mnie coś połączyć.
Na przykład seks.
Ale nie tylko to.
I choć często karcę się za tę myśl, bo to wciąż bezzmiennie chłopak mojej siostry, to jednak czasami pozwalam sobie na moment, w którym moja wyobraźnia może zaszaleć.
Otwieram jej wtedy drzwi na spełnienie wszelakich, nietuzinkowych fantazji bez żadnych konsekwencji.
To w końcu tylko wyobraźnia.
Nikomu tym nie szkodzę.
Nikomu oprócz sobie.
Wierzcie lub nie, ale wielokrotnie zdarzały się sytuacje, że moje imaginacje przenosiły mnie na tak głęboką wodę, że było mi ogromnie wstyd patrzeć Aspen’owi w oczy.
Wiem, że to sprawia, że jestem najgorsząś siostrą na świecie, ale choćbym bardzo chciała to nie potrafię tego zahamować.
Cieszę się jednak, że na codzień jestem na tyle przyzwoita i umiejętna, iż daję radę pohamować swoje hamulce i nigdy nie zrobiłam czegoś, co mogłoby zaszkodzić związkowi Aspen’a i Siren.
Ani nic co mogłoby w jakiś sposób zdemaskować mnie.
Dlatego na codzień jestem postrzegana jako nudna studentka medycyny, osoba lekko aspołeczna, indywidualistka, która wydaje się być antyzwiązkowa.
Nie zdziwiłabym się, jakby ktoś zaczął mnie nazywać lesbijką.
Albo co gorsza - aseksualnym dziwolągiem.
Z drugiej zaś strony, nie jestem najbrzydszą osobą na świecie.
Dbam o siebie, uprawiam sport i jestem naprawdę inteligentna.
Potrafię ugotować prawie każde danie zaliczające się do kuchni włoskiej i mam naprawdę sporo zainteresowań.
Opinia o mnie nie może być aż tak surowa tylko dlatego, że nie jestem widziana z facetami, a do moich ulubionych zajęć nie należy latanie z gołym tyłkiem.
Prawda?
-Luna? - głos Aspen’a budzi mnie z otchłani czarnych, najwyraźniej zbyt filozoficznych myśli.
-Tak? - uśmiecham się, jakbym właśnie nie spędziła ostatnich pięciu minut na analizowaniu naszego życia seksualnego, które istnieje tylko w mojej absurdalnej wyobraźni.
-Pytałem czy zgadzasz się na to, żeby zamiast 0,97 ml fosforan dwunastowodnego dać 1 ml. Podobno w książce piszą brednie i większa część uczniów, która dawała tyle, ile jest tam napisane, oblewała.
-Sądzisz, że 1 ml to nie będzie za dużo? - pytam nie do końca przekonana do tego pomysłu.
Los chciał, że na zajęciach laboratoryjnych jesteśmy razem w parze.
Naszemu wykładowcy zależało, aby pary były mieszane, więc na moje szczęście lub nie szczęście, moim partnerem został Aspen, natomiast Brooke dostała w prezencie Murphy’go.
Gościa, który żyje medycyną i dla medycyny.
Jest dość niski, troszkę przy kości i ma straszny trądzik, dlatego nie do końca jej tego zazdroszczę, ale przynajmniej jest mądry, więc nie musi myśleć za dwóch.
Na szczęście ja też nie muszę.
Ale w sytuacjach takich jak ta, w której pozwalam sobie na zamyślenie przez dłuższy czas, jestem zmuszona zaufać Aspen’owi w stu procentach.
I zazwyczaj dobrze się to kończy.
-To w końcu lek na przeczyszczenie. - odpowiada, wzruszając ramionami. - Nie możemy być zbyt skąpi.
Wzdycham.
-No nie wiem… - stukam paznokciami o blat. - Wyobraź sobie, że ty musisz wziąć lek na przeczyszczenie, a za godzinę jesteś umówiony na randkę. Ucieszyłbyś się, gdybyś akurat trafił na sztukę, w której para przebiegłych studentów pozwoliła sobie na mały eksperyment i dali za dużo głównego składnika odpowiadającego za wodospad z twojego tyłka? Oczywiście efektem tego, byłoby odwołanie randki bo przez następne kilka godzin spędzisz czas w toalecie.
Zerka na mnie, mrużąc oczy. Opiera na dłoni swój podbródek, jakby intensywnie nad czymś myślał.
-A może przeczyści go tak szybko, że nawet zostanie mu czas na przećwiczenie młodego przed wielkim, efektownym finałem?
Cóż za urocze porównanie na standardowe walenie gruchy… - rozmyślam.
Nie mogę powstrzymać chichotu.
Kiedy patrzę na jego uśmiech satysfakcji, spowodowany moim rozbawieniem, mam ochotę włożyć palec w jedną z jego dziurek w policzkach.
-Dobrze, ufam ci. - odpowiadam finalnie.
Kiwa głową zadowolony i odmierza dokładnie 1 ml substancji.
-Jeszcze tylko woda oczyszczona i metyl parahydroksybenzoesanu i jesteśmy gotowi. - dopowiadam, dodając resztę, po czym uderzam w nasz „dzwoneczek finish’u” informując wykładowce, że skończyliśmy.
-Najpierw panna Lynn i pan Smith. - zerka na moją przyjaciółkę i jej uroczego partnera, wkładając próbkę do specjalnej maszyny, która odpowiada za prawidłowe sprawdzenie odczynników zawartych w leku.
Doktor Freeman opuszcza na nos swoje okulary. Robi tak za każdym razem, kiedy się na czymś skupia.
Mruży oczy i patrzy zawiedziony na Brooke i Murphy’ego.
-Za mało fosforanu dwunastowodnego. Zdecydowanie za mało. - widzę jak Brooke przewraca oczami, spoglądając na swojego towarzysza w sposób, w jaki patrzy na mnie, kiedy kradnę jej frytki.
-Świetnie. - komentuje, kręcąc wkurzona głową.
Zerkam na Aspen’a z nadzieją.
Nie wiem jeszcze jaki jest werdykt, bo istnieją dwie opcje.
Brooke i Murphy dali mniej niż 0,97 ml jak pisało w książce i wtedy nasz 1 ml i tak może być zbyt dużą dawką lub dali idealne tyle samo i wtedy możemy wygrać.
-Panna Davin i pan Iris.
Chętnie złapałabym go w tym momencie za rękę, ale właśnie o takich sytuacjach wspominałam wcześniej.
Moje emocjonalne hamulce bywają dość często na przeglądzie, dlatego nie pozwalam sobie na chwile słabości.
To byłoby nie rozsądne, gdybym prostą drogą podróżowała w prawidłowym tępie, popełniając jeden mały błąd na zakręcie.
Bo ten jeden mały błąd mógłby zrujnować wszystko.
Okulary Freeman’a znów lądują nisko na nosie.
Widzę jak notuje coś w swoim zeszyciku.
Interesujące.
Wykładowca zerka na nas, a potem z powrotem na fiolkę. I później znów na nas.
Kiwa głową, układając wargi w mało efektowny dzióbek.
-Idealne proporcje. - odzywa się w końcu, a ja z niedowierzaniem wręcz zakrywam usta ręką. -Mamy dzisiejszych zwycięzców.
Aspen wykonuje jeden, wyraźny klask w dłonie, przybijając po chwili ze mną piątkę.
-Dziękujemy. - kiwam głową w stronę pana Freeman’a.
-Mówiłem, że wyjdzie z tego efektowny finał. - mówi do mojego ucha.
Kąciki moich ust mimowolnie się podnoszą i muszę przyznać, że pomimo, iż nie byłam do tego przekonana to jednak lek na przeczyszczenie zagwarantował mi dzisiaj potężną kaskadę wrażeń.
Jakkolwiek to brzmi.
**************************************

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz